Przeczytaj notkę pod spodem
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Harry ja...- nie dokończyłam, bo zadzwonił dzwonek i musiałam iść.- pogadamy o tym później.-
Chciałam
wymusić jakikolwiek uśmiech, ale mogłam tylko usta ułożyć w grymas. On
skinął głową i nie czekając wybiegł. Zrobiło mi się dziwnie smutno, ale
później to wyjaśnimy.
Weszłam do mojej garderoby i usiadłam przy toaletce. Po chwili podeszła do mnie charakteryzatorka i uczesała mnie do pierwszych scen, przebrałam się i poszłam na plan. Stał tam już Zayn.
- Jules, och Jules!- zaśmiał się, kiedy stałam parę metrów przed nim.
-Zjawo, droga zjawo!- uśmiechnęłam się.
-Dobra zaczynamy, Diana, chodź tu!- krzyknął reżyser.
Podeszłam do niego, a on od razu zaczął coś tam mówić, tłumaczyć, wymachiwać rękami. Miałam go słuchać, ale tak naprawdę, tylko potakiwałam...
_2 godz. później_
O matko! Ale jestem zmęczona!Pomimo tego, że to tylko dwie godziny jestem zmęczona... Po wejściu do mojej garderoby od razu położyłam się na kanapie. Po chwili jednak, weszli chłopcy, więc nie mogłam się zdrzemnąć.
-Ale miałeś śmieszną mordkę Malik!- zaczął się nabijać Lou.- A ty Diano, lepszego przerażenia nie widziałem.
-Hahaha! Bardzo śmieszne, braciszku!-bardziej sarkastycznie nie mogłam.
-Diano!- wydarła się moja mama na korytarzu.- Diano!-
- Mamo, tu jestem.- uchyliłam drzwi.
- Gdzieś ty była?!- znów się wydarła, wchodząc do garderoby.- O Louis, jak u Ciebie skarbie...-
Nie to to już okropność! Na mnie się cały czas drze, a na Louis'a mówi ,skarbie'! Mam dosyć! Wstałam i wyszłam. Pobiegłam na najwyższe piętro, gdzie był taras. Stanęłam blisko barierki. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Szybko ją wytarłam rękawem, ale im bardziej starałam się uśmiechnąć, tym bardziej łzy spływały po moim policzku. Po paru sekundach rozkleiłam się na dobre.
-Diana?- usłyszałam dobrze znany mi głos, głos Harry'ego.
-Hmm?-
-Twoja mama się martwi.- powiedział jakby z przymuszenia.
-To nie prawda!- zaszlochałam.
-Mała, nie płacz proszę.- otulił mnie swoim silnym ramieniem.- Proszę...-
Wtuliłam się jak najbardziej umiałam.
- Harry?-
-Tak mała?- czułam jak się uśmiecha.
-Dziękuję i kocham...- uśmiechnęłam się.- Cię.-
-Ja Ciebie też, a teraz chodźmy, czekają na nas chłopcy.-
Zeszliśmy na dół, objęci, ale kiedy weszliśmy do garderoby, matka znowu wrzasnęła:
-Diano! Gdzieś ty się wlokła? Brałabyś przykład z Louis'a i nie zachowywałabyś się...- nie dokończyła.
-No jak?!- wrzasnęłam głośniej niż ona.
-Normalnie! A nie cały czas... Dobrze, że jesteś adoptowana!- Co? zobaczyłam w jej oczach nienawiść.
-Co?-
-Tak, jesteś tylko dziewczyną, nieznaną mi osobą, żałuję, że podjęłam z Jay'em!- wykrzyczała mi to w twarz.
Z moich oczu wypłynęła łza, jak ona mogła?! Tak po prostu to wykrzyczeć.
Poczułam dotyk Harry'ego na moim ramieniu, ale to tylko spowodowało, że mój smutek wzrósł.
-Czy oni..- nie umiałam tego dokończyć
-Nie, są ćpunami, ciesz się, że wtedy Ci pomogłam, bo inaczej byłabyś taka jak oni i nie miałabyś rodziny w żadnym znaczeniu.
-I chyba wolałabym tam tą, bo przynajmniej ciągle nie darli się ,,Diano to i tamto!'' !- wygarnęłam całą prawdę, czyli taką jak była.
-Coś ty powiedziała?!- spoliczkowała mnie, jak nie pierwszy raz.
Harry zacisnął ręce na moich ramionach.
-Prawdę, boli prawda?!- nie spodziewała się mojej odpowiedzi.
-Nie, jeśli nią nie jest!- czemu cały czas się darła.
-Tylko zauważmy, że ty mnie nawet nie lubisz!- wyrwałam się Hazzie.- Cały czas się na mnie drzesz!-
-Jak tak możesz mówić! Powinnaś być mi wdzięczna!- kolejne uderzenie.
Nie wytrzymałam, odwzajemniłam uderzenie. Chłopcy wytrzeszczyli oczy, ale tylko Harry złapał mnie za ramiona, cofnął do tyłu i ścisnął je powodując ból. Nagle zrobiło mi się słabo, chyba zemdlałam...
------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejooo, oto drugi rozdział, następny już niebawem
3 komentarze= rozdział
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz